Szafki kuchenne – drewniane – zrobił pradziadek stolarz. Szkoda, by było wyrzucać – zwłaszcza, że są zupełnie nie zniszczone (lite drewno), solidnie wykonane i mają swój urok. Właśnie kończę odnawianie – zostały jeszcze dwie wiszące – w sumie jest 5. Najpierw trzeba było poodkręcać stare zawiasy, uchwyty, potem - uzupełnić ubytki szpachlą do drewna. Następnie – szlifowanie i malowanie. Szafki pomalowałam farbą akrylową w kolorze “pastelowa orchidea”. Kupiliśmy nowe zawiasy, magnesy i gałki. Muszę jeszcze “nawoskować” listewki, żeby szuflady lżej chodziły. A oto efekt:

before

after
Ja jestem bardzo zadowolona – zwłaszcza, że to pierwsze moje odnawianie na taką skalę

Tak się cieszę że do mnie zajrzałaś bo dzięki temu ujawnił mi się Twój blog. Bardzo się cieszę!Mam trochę zaległości do nadrobienia i biorę się do czytania! będę wpadać i kibicować!
Mi również bardzo miło – ja tez niedawno trafiłam na Twój i powoli nadrabiam zaległości czytelnicze